Informacje ogólne:

Identyfikator 
A_jednak_zal
Typ materiału 
Etiuda fabularna
Rok produkcji 
1972
Długość materiału 
00:17:34
Nośnik wyjściowy 
taśma 35mm
Kolor 
czarno-biały
Dźwięk 
udźwiękowiony
Uwagi 

Prawa autorskie:

Właściciele:
PWSFTviT

Profil na Filmpolski.pl:

A jednak żal

Opisy:

Pisarzowi zostaje wyprawiony pogrzeb za życia. Próbując wrócić do żywych, trafia do szpitala psychiatrycznego. Urywki jego życia przeplatają się z życiorysem Aleksandra Puszkina, który stał się tematem jednej z książek autora. Etiuda inspirowana balladą Bułata Okudżawy: „Aleksander Siergiejewicz Puszkin”.

Twórcy:

Sekwencje:

Sekwencja 1 Plan pełny. Zaśnieżoną alejką cmentarną idzie kobieta ubrana w zimowy kożuch, niesie bukiet kwiatów, kamera podąża za nią. Zatrzymuje się przy grobie – moment kulminacyjny muzyki. Kobieta składa kwiaty na nagrobku, pochyla się przy krzyżu. W następnym ujęciu kobieta zapala otwarty znicz i ustawia go na śniegu. Jazda kamery w górę, obejmująca kobietę (wpatrzoną w płomień) od stóp do głów. Off: nadal spokojne dźwięki muzyki, słychać też męski głos: „Natalia, uspokój się, słuchaj, zaraz ci to wszystko wytłumaczę. Widzisz, tu, tutaj zaczęło się to całe nieporozumienie”. Głos nakłada się na kolejne ujęcie, w ciemnym wnętrzu: najazd chwiejnej kamery na starszego mężczyznę (redaktor Bardak) w garniturze, siedzącego przy biurku pokrytym gazetami, ze słuchawką telefonu przy uchu; podchodzi do niego młodszy mężczyzna w prochowcu, który trzyma zwiniętą gazetę – „Głos Robotniczy”. Głos kontynuuje: „To jest redaktor Bardak, redaktor szacownego, naczelny redaktor pisma. I on miał ten przedziwny pomysł, żeby mnie za życia wpakować do grobu. Właśnie w tym piśmie ukazał się mój nekrolog, rozumiesz. Ja do niego przyszedłem, rzucałem się, ciskałem, prosiłem o wyjaśnienie, a on mi deklarował, że dla mnie po prostu będzie lepiej, że sława moja, popularność zyska na tym, rozumiesz, jeżeli będę sławny po śmierci. Było mnóstwo impertynencji z jego strony, różnych opowieści, bzdur. Wyobrażasz sobie, ile mnie kosztowała ta wizyta u niego. Mentor… Także nie martw się, Natalia, tu się zaczęła ta cała mistyfikacja, właśnie w tej głupiej głowie pana redaktora Bardaka”. Równolegle do narracji z offu przedstawione jest spotkanie redaktora z narratorem, które zgadza się z opisem: mężczyzna w prochowcu wytyka Bardakowi rzeczony nekrolog, wskazując go palcem w gazecie – w scenie zastosowano ruchomą kamerę, operowanie bliższym i dalszym planem. Mowa ciała redaktora wskazuje na chęć załagodzenia sytuacji, z kolei narrator wydaje się wzburzony – nie słychać, co mówią, ich kwestie zostały wyciszone. W końcu młodszy mężczyzna zasiada po drugiej stronie biurka i odpala papierosa, wówczas redaktor wstaje (wtedy wybrzmiewa określenie: „mentor”). Po dywagacjach Bardaka następuje ujęcie ze zmartwionym mężczyzną z papierosem, siedzącym nad gazetą, po chwili kontrujęcie: zbliżenie na zadowolonego redaktora. Plan pełny, wnętrze. Widok z góry na katafalk ze złożonym w nim mężczyzną. Wokół świeczniki, trumny. Po chwili mężczyzna podnosi się, zaczyna wstawać. Off: c.d. muzyki. Kolejne ujęcie: blondwłosa kobieta w kożuchu jedzie autobusem-karawanem pogrzebowym na miejscu pasażerki, po chwili kamera panoramuje w lewo, wprost na zapakowaną z tyłu trumnę i wieńce po bokach. Z offu kontynuacja muzyki oraz męskiego głosu: „Tak, doczekałem własnego pogrzebu, zobaczyłem tych ludzi, moich kolegów po piórze, wspaniałych pisarzy [śmiech], jak udawali łzy…”. Zbliżenie na zmartwioną twarz mężczyzny, palącego papierosa w autobusie, w tle pozostali pasażerowie, jazda kamery w prawo na kolejnego mężczyznę, a następnie ujęcie przez ramiona pasażerów na żałobnie ubrane kobiety z tyłu, w tle widać wieńce. Kamera znów powraca do zbliżenia na pierwszego z żałobników, dopalającego papierosa. Jednocześnie narrator z offu: „…udawali żal, wzruszenie, odprowadzali swojego utalentowanego kolegę [śmiech]. Wszystko to jest mistyfikacja. Przynajmniej mogłem zobaczyć, jacy jesteście naprawdę, o czym wyście myśleli na tym moim pogrzebie? Udanie, udanie i jeszcze raz udanie”. Seria następujących po sobie ujęć bądź najazdów kamery: zbliżenia na kolejnych mężczyzn, jadących w kondukcie. Narrator komentuje: „O, jest – prezes! O czym on myśli, o czym on myśli naprawdę? Skarbnik, skarbnik naszego związku. Już ci nie będę więcej płacił składek [śmiech]. Jest! Utalentowany poeta, nadzieja, młody talent. Jest też i sekretarz. Myśliwy, najlepszy myśliwy wśród pisarzy”. Wreszcie zbliżenia na kobiety jadące autobusem pogrzebowym. Narrator ciągnie dalej: „Sekretarka. I żona naszego prezesa. O czym ona myśli, o swojej kuchni?”. Wówczas ostrość przechodzi z żony prezesa na blondynkę z tyłu. Głos z offu: „O indyku z borówkami [śmiech]. Wszystko to mistyfikacja”.
Sekwencja 2 Wnętrze. Plan amerykański. Najpierw widać cień na ścianie, zaraz za nim w kadrze pojawia się mężczyzna w garniturze i ciemnych okularach, siada za biurkiem, najazd kamery. Off: dźwięki muzyki oraz inny męski głos: „Stary! Widziałem twój pogrzeb!”. Mężczyzna zdejmuje okulary i patrzy z niedowierzaniem w przestrzeń pozakadrową. Półzbliżenie na bohatera. Głos z offu kontynuuje: „Pamiętam twoje urodziny. Przyszedłeś na świat niezłą książką!”. Po twarzy mężczyzny przechodzi cień (w domyśle) jego rozmówcy, w kierunku którego zwraca się bohater: „Ale przecież ja żyję. Mogę pisać”. Cień z jego twarzy znika, co konotuje zniknięcie rozmówcy. Bohater oślepiony nagłym światłem, spuszcza głowę i przeciera oczy. Kontynuuje: „Mogę pisać na nowo, na nowo jeszcze raz spróbuję”. Głos z offu ucieleśnia się pod postacią rozmówcy, który grany jest przez tego samego aktora. Zostaje uchwycony w planie średnim, stoi na tle przeszklonych drzwi i mówi: „To była książka pokolenia, rozumiesz? Dałeś młodym wiarę, niezłomność, miłość, ideały”. Kontrujęcie na bohatera siedzącego za biurkiem, który rozluźnia krawat, mówiąc: „Minęło, minęło piętnaście lat”. Na ścianie po jednej stronie widać jego własny cień, po drugiej zaś górujący nad nim cień rozmówcy-jego samego. Najazd kamery na bohatera odpalającego papierosa i mówiącego: „Nic by się nie działo. Tyle drobnych spraw”. Bohater zwraca się wprost do rozmówcy: „Pisałem coraz gorzej. Przemawiałem. Chciałem coś zorganizować. Nie pamiętam”. Muzyka z offu zaczyna brzmieć coraz posępniej. Rozmówca spoza kadru mówi: „Pamiętasz? Pogrzeb Puszkina?”. Zimowe drzewo, jazda w dół na idącego w kierunku kamery mężczyznę w staroświeckim fraku. Rozmówca kontynuuje: „W twojej książce”. Ponowne ujęcie i najazd na głównego bohatera, który błądzi wzrokiem, jakby starał się sobie coś przypomnieć; przykłada dłoń do twarzy. Męski głos kontynuuje zza kadru: „Zrozum mnie. Szczęście milionów ludzi zależy ode mnie. Ja jestem odpowiedzialny za ich byt, za ich życie”. Wnętrze. Plan średni. W tle bogato zdobiona tapeta. Za biurkiem, na którym leżą sterty książek oraz gęsie pióro w kałamarzu, zasiada mężczyzna w stroju konotującym ubiór oficersko-urzędniczy z czasów carskiej Rosji. Mężczyzna kontynuuje wypowiedź, zwracając się do stojącej przed nim postaci (widać tylko jej ramię): „Nie mogę pozwolić, aby ktoś wywoływał zwątpienie wśród moich podwładnych. Może to być początkiem, przyczyną rebelii, niechęci wobec władzy. Pisz ty wiersze, powieści, które pomogą moim podwładnym, a nie będą ich zniechęcać do wszystkiego”. Odbicie głównego bohatera w blacie o wysokim połysku. Jazda kamery w górę na wspartego na dłoniach (trzymających niedopałek), zmartwionego bohatera. Mężczyzna w mundurze z epoletami kontynuuje – najpierw zza kadru, a następnie znów zza swojego biurka, po drugiej stronie którego tym razem zasiada Aleksander Puszkin: „Dowiedziałem się, że będzie pan jutro miał pojedynek z baronem Dantès. Nie lubię pojedynków, nawet ich zabroniłem, ale tego pojedynku nie zabraniam. Podczas wojny z Francuzami widziałem śmierć wielu ludzi. Niektórzy byli sławni, inni nie. Po wielu stronach było wielu ludzi utalentowanych, a nawet genialnych. Musi pan wiedzieć, Aleksandrze Siergiejewiczu, że trzeba umieć umrzeć dla spokoju ojczyzny. Tak, jak wtedy oni umierali dla jej chwały”. Powtórne ujęcie głównego bohatera za biurkiem. Mężczyzna w mundurze kontynuuje: „Nie, nie, nie, Aleksandrze Siergiejewiczu. Sztuka jest za poważną rzeczą, żeby ją powierzać artystom. Ja sam, kiedy czytam pana wiersze, czuję jakiś żal, jakąś nostalgię”. Plan ogólny. Jesienny, zamglony park. Z dalekiego planu wyłania się mężczyzna we fraku, idący w kierunku kamery; powolny najazd. Głos kontynuuje: „Czy pan wie, że mam dość panowania nad niewolnikami? Czy pan wie, że panując nad niewolnikami, jestem sam niewolnikiem? Ależ szczęścia nie szukam dla samego siebie, lecz dla moich poddanych. Pan zginie, ale zostaną miliony ludzi: niewinnych, naiwnych, głupich, ale szczęśliwych. To dlatego pojedynek z baronem Dantès odbędzie się”.
Sekwencja 3 Plan średni. Ciemne pomieszczenie. Na pierwszym planie mężczyzna w prochowcu, siedzący tyłem do kamery, a przodem do rozmówcy w garniturze. Bohaterów dzieli biurko. Mężczyzna siedzący przodem do kamery mówi: „Słucham, pan w jakiej sprawie?” – „Ja się wybrałem do pana w sprawie dosyć prostej. Mianowicie, chodzi o to, że ja nie żyję, rozumie pan, od dwóch dni nie żyję. Dwa dni temu odbył się mój pogrzeb i chodzi o to, żeby pan mógł mi wydać takie zaświadczenie, wie pan, że ja jestem żywy, że jestem normalnym człowiekiem, normalnie funkcjonującym, prawda…”. Na twarzy urzędnika coraz wyraźniej uwidacznia się zdumienie. W pewnym momencie bohater w prochowcu wstaje i podchodzi bliżej, za biurko rozmówcy, kontynuując: „…który żyje, mieszka, pracuje. Weźmie pan po prostu i napisze takie zaświadczenie z pieczątką, prawda. No, normalnie, jak o każdym człowieku można, prawda, takie wydać zaświadczenie”. Urzędnik w niedowierzaniu wstaje i chwyta za telefon, w tym czasie mężczyzna zajmuje jego miejsce przy biurku i kontynuuje: „Chodzi o to, że jestem urodzony, że miejsce pracy moje, wie pan, wszystkie te szczegóły, które stwierdzą moją tożsamość, że mogę normalnie żyć w społeczeństwie jak każdy inny człowiek”. Zbliżenie na urzędnika, który w tym czasie najpierw uśmiecha się pobłażliwie i wykręca numer, a później, zasłaniając usta, szepcze coś do słuchawki. Alarm świetlny na dachu karetki, słychać wycie syreny. W tle, na ścianie budynku, Orzeł Biały, a pod nim tabliczka z napisem: PREZYDIUM DZIELNICOWEJ KASY NARODOWEJ / ŁÓDŹ – ŚRÓDMIEŚCIE / URZĄD STANU CYWILNEGO. Kamera panoramuje w lewo, podążając za odjeżdżającym pojazdem, który wjeżdża na ulicę. Podmuch wiatru podwiewa jesienne liście. Syrena cichnie.
Sekwencja 5 Kamera zza pleców bohatera – mężczyzny w garniturze. Bohater idzie przed siebie, przechodząc przez kolejne drzwi komnat z ozdobną tapetą i kasetonami. Słychać jego kroki. Plan średni. Mężczyzna w staroświeckim stroju, z białym żabotem, patrzący przez okno i zwracający się do swojego rozmówcy słowami: „Jeżeli jutro nie będziesz się bronił, popełnisz zwykłe samobójstwo”. Mężczyzna przechodzi do wnętrza pokoju, gdzie przy ścianie siedzi Aleksander Puszkin. Mężczyzna w jasnym żabocie kontynuuje, zwracając się do pisarza: „Rozmawiałem z twoją żoną. Między Natalią a baronem Dantèsem nic nie było”. Puszkin odpowiada ze spuszczonym wzrokiem: „To nieważne. Zresztą ja też nie jestem bez winy – nie dbałem o nią dostatecznie”. Zbliżenie na Puszkina, zza którego głowy wyłania się malowidło z postacią kobiecą. Pisarz dodaje: „Zresztą to już nieważne, zupełnie nieważne, wiesz o tym” – zwraca się ku górze, w kierunku rozmówcy, powolny odjazd kamery – „Nie o to mi chodzi. Nie udawaj, że nie rozumiesz. Jedynym ratunkiem dla artysty przed wrogością jest milczenie”. Puszkin wstaje, odchodzi i kontynuuje: „Ktoś inny powiedział to lepiej, posłuchaj”. Pisarz chwyta za książkę, otwiera ją i czyta z niej. Seria ujęć z cmentarza: zaśnieżony pomnik anioła, wieńczący nagrobek, płonący w śniegu znicz, grobowiec z pomnikiem anioła (okolonego kolumnami). Puszkin odczytuje: „Znużon tem wszystkiem pragnę tylko się śmierci, / Widzę, jak zasług mieniem kij żebraczy / I jak się nicość napuszona wierci, / I jak i szczerość przysięga inaczej, / I jak niegodnym krzyże dają złote, / I jak zdeptana jest dziewiczość miła, / I jak prawdziwą ukrzywdza się cnotę, / Jak wobec władzy sztuka mdłą jest w słowie, / I jak nad wiedzą pieczę mają błaźni, / I jak prostactwem prostota się zowie, /Jak dobro więźniem, a zło stróżem kaźni”.

Słowa kluczowe:

  • BALLADA

  • CMENTARZ

  • GAZETA

  • KARAWAN

  • KONDUKT ŻAŁOBNY

  • OKUDŻAWA, BUŁAT (1924-1997)

  • PAPIEROS

  • PIOSENKA

  • PISARZ

  • PISMO

  • POETA

  • POGRZEB

  • PROCHOWIEC

  • PUSZKIN, ALEKSANDER (1799-1837)

  • REDAKTOR

  • SŁAWA

  • TRUMNA

  • ZIEMIA

  • ZNICZ

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony
x