Informacje ogólne:

Identyfikator 
Chce_pan_widziec_zlota_prage
Typ materiału 
Etiuda fabularna
Rok produkcji 
1970
Długość materiału 
00:15:56
Nośnik wyjściowy 
taśma 35mm
Kolor 
czarno-biały
Dźwięk 
udźwiękowiony
Uwagi 

Prawa autorskie:

Właściciele:
PWSFTviT

Profil na Filmpolski.pl:

Chce pan widzieć złotą Pragę?

Opisy:

Przez miasteczko przechodzi skromny kondukt żałobny. Lokalny surrealista zamierza zorganizować prelekcję na cześć Karola Hynki Machy, w tym celu zwraca się do właściciela zakładu pogrzebowego z prośbą o użyczenie miejsca. Ten opowiada mu legendę objawienia Złotej Pragi.

Sekwencje:

Czołówka: Zbliżenie na wieżę kościoła. Po chwili odjazd i jazda kamery w dół; na pierwszym planie słup telegraficzny i kamienice. Biją dzwony kościelne. Na tle budynków pojawia się biały napis: „PWSFTviT PRZEDSTAWIA FILM WG OPOWIADANIA B. HRABALA”. Z głębi kadru nadchodzi kondukt żałobny, na jego czele idzie mężczyzna w komży z krzyżem, za nim konie ciągnące karawan; na pierwszym planie: mężczyzna siedzi na podwyższeniu i wymachuje czapką, poniżej ktoś trzyma zegar stojący, wyczekując żałobników, całe zajście obserwuje kobieta z balkonu. Plan ogólny. Na pierwszym planie, na chodniku, kobieta ze sprawunkami podszeptuje coś drugiej, trzymającej za rączkę małe dziecko, obie spoglądają w prawo, w kierunku orszaku. Za nimi fragment postaci obserwującej pochód z okna. Na dalszym planie mężczyźni wygrażają sobie, jeden z nich trzyma w rękach zmiotkę i szufelkę. Uliczną scenkę zasłania obraz sakralny, który zostaje wniesiony z lewej strony kadru. Obraz przedstawia Jezusa idącego pośród zbóż w towarzystwie apostołów. Na tle obrazu pojawia się biały napis: „CHCE PAN WIDZIEĆ ZŁOTĄ PRAGĘ?”. Mężczyzna niosący obraz idzie kawałek dalej, kamera podąża za nim i zatrzymuje się tuż za postacią z zegarem, przed karawanem konnym. Obok stoi owalne lustro, w którym odbijają się fragment pleców mężczyzny z obrazem oraz pani z dzieckiem. Kiedy kondukt z jedynym żałobnikiem mija bohaterów, ci spoglądają po sobie, po czym załadowują antyki na pozostający poza kadrem wóz. W odbiciu lustra pojawia się mężczyzna w kapeluszu i z aktówką. Ktoś na jego widok mówi: „Morderca!”, na co mężczyzna odpowiada ucinająco: „Cicho!”. Półzbliżenie zza pleców pana w kapeluszu – na kobietę w chuście, która zniesmaczona znika we wnętrzu kamienicy, zatrzaskując za sobą drzwi. Bohater przeklina ją pod nosem, po czym odchodzi, kamera podąża za nim i dołącza do orszaku. Ledwie mężczyzna zdejmuje nakrycie głowy i ustawia się za karawanem, rozlega się nonsensowny okrzyk, mężczyzna odskakuje. Okazuje się, że to nadjeżdża motocyklista – kiedy wyprzedza kondukt, bohater z aktówką poklepuje się po głowie (krytyczny gest pod adresem zmotoryzowanego). W tle słychać warkot silnika.
Sekwencja 1 Plan średni. Kondukt żałobny zmierza w kierunku kamery, jazda kamery w dół. Bohater z aktówką zachodzi od tyłu mężczyznę w komży (w tej roli Zygmunt Zintel) i zwraca się do niego: „Panie Bamba”, po chwili uchyla jego zausznik i powtarza powitanie. Dopiero wówczas niższy mężczyzna orientuje się, z kim ma do czynienia: „Aaa, pan Kytka! Co, szuka pan tu natchnienia?”. Pan Kytka zaprzecza: „Ależ skąd, byłem już u pana w domu. Czy miałby pan chwilę czasu?”, na co pan Bamba odpowiada nieco oburzony: „Teraz? Przecież mam pogrzeb”, jednak po chwili decyduje się na zrobienie wyjątku dla poety. Mężczyzna przekazuje niesiony krzyż ministrantowi, po czym orientuje się, że woźnica zasnął i krzyczy do niego tłumionym głosem, wymachując przy tym kropidłem pogrzebowym. Pan Bamba poddaje się zrezygnowany, podchodzi do niego pan Kytka. Plan średni. Za karawanem idzie siwy mężczyzna w czarnym płaszczu – jedyny żałobnik; kondukt oddala się od kamery. Półzbliżenie na komentujących, którzy wymieniają się pogłoskami o nim, jakoby wyciął zmarłej serce i napisał wiersze. Pan Kytka ożywia się na tę wieść. Pan Bamba z kolei nawiązuje do koni, które trafią do celu same i wygraża kropidłem (w domyśle: woźnicy). Plan średni. Rozemocjonowany bohater rusza w stronę konduktu skręcającego na skrzyżowaniu, w tle ulica. Pan Kytka przypomina o sobie panu Bambie, ten staje tyłem do rozmówcy, odprowadzając orszak wzrokiem. Półzbliżenie na bohaterów, ostrość skierowana na pana Kytkę, pan Bamba pozostaje rozmyty. Pan Kytka zakłada kapelusz i podchodzi do rozmówcy, wyjaśniając, że grupa surrealistyczna zamierza wynająć jego skład trumienny na jeden wieczór. Pan Bamba nie zgadza się na propozycję, obawiając się kabaretowych ekscesów, ponownie potrząsa kropidłem i rusza naprzód, kiedy pan Kytka chwyta go za ramię. Zmiana perspektywy na ulicę przed nimi, z której zniknął już kondukt; na pierwszym planie bohaterowie. Pan Kytka stara się uspokoić rozmówcę i wyjmuje z aktówki papierową teczkę z napisem: KAROL HYNEK MACHA „MAJ”, unosząc ją na wysokość swojej głowy; najazd na mężczyznę z teczką, w tle uroczysta melodia. Kytka wygłasza zapewnienia o przysiędze swojej grupy „nie tylko na Bretona, Salvadora Dali…” (zmiana względem pierwowzoru literackiego – u Bohumila Hrabala przysięgali na Paula Éluarda), „…ale też na Karola Hynka Machę”, wskazując palcem na utwór literata. Półzbliżenie na pana Bambę, który rzuciwszy spojrzenie na prezentowaną teczkę, niczym przepustkę, kontynuuje temat i rusza przed siebie. Plan ogólny, z lotu ptaka. Kierownik zakładu pogrzebowego idzie środkiem ulicy, za nim zmierza pan Kytka z teczką w dłoniach. Z tyłu rozpierzchają się goniący się chłopcy, obok starszy mężczyzna pcha drewnianą dwukółkę, a dziecko stoi z plikiem kartek. Pan Kytka kontynuuje, że to właśnie o niego chodzi, o prelekcję, którą miałby wygłosić Jan z Vojkowic. Zbliżenie na pana Bambę, zdziwionego propozycją (prelegent ponoć nie wstaje z łóżka). Plan średni. Pan Kytka chowa teczkę do aktówki i odpiera obawy rozmówcy, zgłaszając zamiar przyniesienia prelegenta do składu wraz z łóżkiem; w tle nadjeżdża motocyklista, narasta warkot silnika. Plan ogólny. Panorama w lewo, podążająca za przejeżdżającym motocyklistą, który krzyczy nonsensowne hasła, mija pana Bambę i jedzie wprost na rozpierzchający się w ostatniej chwili tłum.
Sekwencja 2 Plan amerykański. Panowie Kytka i Bamba idą wzdłuż wysokiego muru, mijając ogołocone drzewa, w tle drewniana stodoła, kamera podąża za nimi. Mężczyźni ochoczo omawiają szczegóły zdarzenia – ma być fotografowane, a same „pornografie” zostaną przesłane do Paryża, na ręce André Bretona – jak deklaruje pan Kytka, gestykulując. W tle słychać bicie dzwonów i szczekanie psów. Pan Kytka zagląda za mur i z zadowoleniem przyznaje: „To są krowy jak byki!” i rusza dalej, znikając z kadru; pan Bamba jest zaciekawiony. Zbliżenie na pana Kytkę, który proponuje podsadzenie towarzysza. Plan pełny. Właściciel zakładu pogrzebowego ochoczo przystaje na propozycję, przekazuje rozmówcy kropidło i modlitewnik, po czym podchodzi do muru i wyczekuje na pomoc kompana. Plan średni. Jako że pan Kytka ma zajęte ręce, chowa przybory funeralne do kieszeni, obok pan Bamba przymierza się do muru, a kiedy zaczyna się niecierpliwić, jego towarzysz podaje mu swoją aktówkę i podsadza go. W tle słychać muczenie krowy. Półzbliżenie na pana Bambę, wychylającego się z drugiej strony muru, zaraz za nim pan Kytka. Plan pełny. Czarno-białe krowy na łańcuchach pasą się na łące, zwrócone w przeciwnych kierunkach. Po obu stronach drzewa. W tle słychać głos pana Bamby, który zauważa, że to nie byki, a krowy. Plan średni. Bohaterowie wystają zza muru. Górujący nad rozmówcą kierownik zakładu pogrzebowego zapytuje, czy staruszek zgodzi się na prelekcję – i to okazuje się załatwione. Pan Bamba znika za murem, widać tylko głowę pana Kytki, który idzie dalej wzdłuż muru (kamera podąża za nim) i ciągnie opowieść o swoim ostatnim obiekcie erotycznym – chorej na piersi pracownicy poczty, którą rzeczony staruszek leczy nakładaniem rąk. Sylwetka bohatera odsłania się, kiedy dochodzi do wyrwy w murze. Odjazd kamery, pan Bamba zjawia się w kadrze z aktówką w rękach i upewnia się, czy jego rozmówca się z niego nie naśmiewa, czemu pan Kytka zaprzecza. Bohaterowie wymieniają się rzeczami osobistymi. Pan Bamba wydaje się uspokojony, po odebraniu modlitewnika poklepuje po ramieniu pana Kytkę i odchodzi. Muczenie krowy, huk samolotu. Kytka rozgląda się za źródłem dźwięku, odruchowo sięga do kieszeni i otrzepuje ją po zetknięciu z mokrym kropidłem, po czym idzie w ślad pana Bamby.
Sekwencja 3 Plan pełny. Ostrość na szeroką rzekę i rozciągający się za przeciwległym jej brzegiem las; na pierwszym planie rozmyte gałęzie. W tle nadal słychać szum samolotu. Panorama w lewo, na brzeg i spacerujących między drzewami bohaterów. Pan Bamba wyraża wątpliwości, czy uda się przetransportować łóżko do piwnicy, ponieważ trzyma tam trumny, zaś węgiel na pierwszym piętrze – na wieść o miejscu składowania opału pan Kytka zatrzymuje się zdumiony, klepie kierownika zakładu pogrzebowego w ramię i oznajmia, że „wypadnie to tym bardziej paranoidalnie!”. Rozlega się dźwięk trąbki, pan Kytka odchodzi w stronę rzeki, a z kolei pan Bamba wydaje się zdezorientowany. Plan pełny. Grupka strażaków: jeden z nich gra na trąbce, dwaj stoją w gotowości z wężem pożarniczym, a kiedy ostatni daje sygnał „już!”, wówczas kamera panoramuje w lewo, strażacy błyskawicznie rozwijają wąż i pompują wodę. Kamera zatrzymuje się na mężczyźnie trzymającym końcówkę węża, z którego jednak nie leci woda; w tle słychać zniecierpliwione głosy strażaków: „Co jest?! Nie wiem, powinno grać!”. Plan pełny. Panowie Bamba i Kytka stoją na przeciwległym brzegu rzeki. Kytka robi uwagi do libido strażaków, po czym pokrzykuje pod ich adresem, na co strażacy odgryzają się krótko i kontynuują manewry (słychać ponowny dźwięk pompy). Ukontentowany żartowniś podkręca wąsy i rusza dalej wzdłuż rzeki, pan Bamba za nim, kontynuując wątek łóżka – proponuje przetransportowanie go karawanem wzdłuż podcieni, co umożliwiłoby staruszkowi pozdrawianie mieszkańców w trakcie przejażdżki. Najazd kamery na bohaterów, pan Kytka stoi naprzeciwko pana Bamby, jakby nie dowierzając, po czym przyjmuje jego pomysł z entuzjazmem: „Doskonale! To byłoby takie… Takie…” – przebitka na manewry strażackie – „więcej schizofreniczne”. Ucieszony pan Kytka poklepuje jeszcze pana Bambę, podkreślając jego pomysłowość i odchodzi w stronę kamery, po czym kieruje wzrok za rzekę i złośliwie pozdrawia strażaków. Kontrujęcie: strażacy podbiegają do brzegu, odgrażając się czekanami, ale i słownie; odjazd kamery. W kadr wchodzą bohaterowie, snujący plany na temat przyszłych paryskich losów fotografii magazynu, co pan Kytka potwierdza, z uwagi na międzykontynentalny charakter grupy surrealistycznej, światłej, leżącej „u stóp Sfinksa”; kamera podąża za nimi. Bohaterowie zatrzymują się, przytakują sobie nawzajem, po czym na odchodne pan Kytka rzuca raz jeszcze: „A niechże wam te wasze fujarki sikają” i puszcza oko do towarzysza. Odpowiadają im pogróżki strażaków, o dziwo: skierowane pod adresem Bamby – na co ten dziwi się i nieco trwoży, zaklinając się, że to nie on. Kontrujęcie: strażacy z czekanami w dłoniach odgrażają się, że mu „przy następnym pogrzebie krzyżykiem łeb rozwalą”. Plan ogólny. Pan Bamba stoi przy brzegu rzeki, tuż obok drzewa, z lewej strony kadru wchodzi pan Kytka i zbliża się do kompana, najazd kamery. Właściciel zakładu pogrzebowego zwraca się do towarzysza z rozżaleniem, że strażacy będą zamawiali pogrzeby u konkurencji, a jest ich przecież sporo. Pan Kytka zwraca się wesoło do strażaków, przyznając się, że to on wołał, na co odpowiadają mu również pogróżkami. Mężczyzna odchodzi, podśmiechując się i kręcąc wąsa. Rozpromieniony pan Bamba zdąża za kompanem, chwaląc go jako poetę, ale i człowieka z charakterem. Kamera podąża za bohaterami, a kiedy pan Bamba znika z kadru, odsłania się drugi brzeg rzeki ze strażakami – komendant klnie, porzuca „taką robotę”, kopie swój hełm i odchodzi w stronę lasu, zostawiając osłupiałych podwładnych, odprowadzających go wzrokiem i zapytujących: „gdzie on idzie? gdzie on idzie?”.
Sekwencja 4 Plan pełny. Trzy metalowe krzyże oparte o ceglany mur cmentarza. Po prawej stronie nagrobek z napisem „Ś.P. FRANCISZEK PUCHALSKI”. W tle słychać śpiew ptaków i głos pana Bamby, który opowiada historię: „Pewnego razu służąca pokazywała chłopczykowi, którym się opiekowała Złotą Pragę, a gdy go postawiła z powrotem na podłogę ten chłopiec padł martwy. Słyszał pan o tym?” i powoli wyłania się zza muru, wdrapuje się na niego i chwyta ramienia jednego z krzyży. Głos pana Kytki zaprzecza znajomości tej historii. Pan Bamba kontynuuje opowieść, która przeniosła się do sądu; przytaczając słowa sędziego, krzyczącego: „Jak to się mogło stać?!”, wznosi ręce ku górze. Plan pełny. Zmiana perspektywy na zewnętrzną stronę muru cmentarnego, po której wciąż tkwi pan Kytka, usiłujący wdrapać się po stosie na górę. Pan Bamba siada na murku i referuje dalsze losy służącej, która zaproponowała sędziemu ujrzenie Złotej Pragi; najazd kamery. Kiedy ten przystał na propozycję, kobieta ścisnęła głowę sędziego i ją uniosła – ten moment opowieści pan Bamba demonstruje na swoim towarzyszu, ściskając i unosząc jego głowę, a następnie puszczając ją na znak tego, jak sędzia padł martwy. Pan Kytka jest ponownie zachwycony opowieścią rozmówcy, kwitując ją słowami: „to ja szpileczką wydłubuję takie rzeczy na sztuki, a on mi sypie tym jak z rękawa!”, wykonuje przy tym gest przegrzebywania stosu siana, na którym stoi. Pan Bamba macha ręką, dając wyraz swojej skromności i zeskakuje na stronę cmentarza. Plan średni. Pan Kytka wspina się na mur, na pierwszym planie rozmyte krzyże. Pan Bamba wstaje po skoku i wskazuje kropidłem przed siebie. Plan pełny. Rzeźba anioła z trąbą oraz krzyże, w tle drzewa. Off: melodia. Powtórne ujęcie bohaterów, pan Kytka schodzi z muru i reaguje entuzjastycznie na propozycję ściągnięcia pomnika anioła i powieszenia go nad łóżkiem, w magazynie: „Bomba, panie Bamba!”. Kierownik zakładu pogrzebowego snuje dalsze plany (pożyczenia zegara z damami) – zmierza przed siebie, poza kadr, za nim zostaje pan Kytka, najazd kamery na bohatera; muzyka w tle staje się coraz głośniejsza, słychać żeński zaśpiew. Kontrujęcie: mężczyźni w czarnych beretach siedzą między grobami, jeden z nich przygrywa na skrzypcach, drugi popija. Plan średni. Profil pana Kytki, który wsłuchuje się w cmentarne śpiewy i zauważa pana Bambę i podąża za nim, jazda kamery w prawo; Pan Bamba idzie przed siebie i dalej snuje plany dotyczące zegara. Kiedy zaczyna imitować tykanie zegara i wprawia w ruch wahadłowy własne ramię z kropidłem, woła go pan Kytka i komplementuje („Panie Bamba, przez pana przemawia prawdziwa rzeka maniakalnych obsesji!”), co widocznie mu schlebia. Obaj odchodzą, pozostawiając za sobą pomnik strapionego anioła. Plan pełny. W centrum kadru grabarz kopie grób kilofem. Wokół niego współpracownicy w czarnych beretach, niektórzy ćwiczą pieśni pogrzebowe: mężczyzna gra na skrzypcach, kobieta śpiewa i robi przy tym na drutach. Główni bohaterowie przychodzą z głębi kadru, muzyka cichnie, pan Kytka przedstawia ich słowami: „To nie ja jestem poetą, to on!” i wskazuje na pana Bambę, który uważa to wskazanie za przesadzone. Wówczas z grobowego dołu odzywa się grabarz, z głową owiniętą chustą, który wskazuje na siebie samego – jako na poetę. Półzbliżenie na niedowierzającego pana Kytkę. Plan średni. Grabarz wciąż wskazując na siebie, prezentuje przykładowe, manieryczne wykonanie wiersza, z przesadzonym akcentowaniem i gestykulacją. Przebitka na zdumionego pana Kytkę. Grabarz zapewnia o dalszym ciągu wiersza i kontynuuje recytację. Półzbliżenie na grabarza, który właśnie wyszedł z grobu i ciągnie mówienie wiersza. Plan średni. Grabarz stoi przed panem Kytką, który wpatruje się w niego z powagą, między nimi nagrobki. Pan Kytka zaczyna odchodzić, kamera podąża za nim, podobnie grabarz, który kontynuuje wiersz. Recytatorowi przerywa pan Bamba, zastępując mu drogę i zwracając się do niego z pobłażaniem: „Kop, Wacuś, kop”. Grabarz znika z kadru, zaśmiewając się, pan Bamba ustawia modlitewnik na ramieniu jednego z krzyży, zza ramienia obserwuje go pan Kytka i żegna się z nim. Pan Bamba żegna się, choć z zachętą do ponownego spotkania, odpala papierosa i spaceruje między grobami. W tle słychać cmentarne towarzystwo, które decyduje się powrócić do prób muzycznych. Znowu rozbrzmiewa muzyka skrzypiec i kobiecy zaśpiew. Pan Bamba idzie przed siebie, zadowolony, raz po raz odwraca się i spogląda na muzykantów, aż nagle przypomina sobie o czymś i prędko zawraca, znikając z kadru.
Sekwencja 5 Plan ogólny. Nadziemne korzenie, krzewy, tuż obok rzeka, a nad nią most. Zza korzeni wyłania się pan Kytka układający dłonie w geście kadrowania rzeczywistości, spogląda przez nie na rzekę. W tle słychać zawołanie: „Panie Kytka!” i odgłosy uruchamianej pompy strażackiej. Punkt widzenia kadrującego pana Kytki: plan pełny, strażacy usiłują pompować wodę, jeden poleruje hełm, inny czyta gazetę, komendant siedzi na wężu. Plan pełny. Z lasu wybiega pan Bamba, wołając za panem Kytką, wreszcie dobiega do niego zdyszany. Plan średni. Mężczyźni stoją blisko siebie, pan Bamba trzyma gałązkę sosnową i zwierza się rozmówcy, że historia, którą opowiadał wcześniej, nie daje mu spać – tatuś pokazywał mu wielokrotnie Złotą Pragę, a mimo to nic się nie stało. Słychać okrzyk strażaków, pan Kytka odwraca się w ich stronę. Strażak trzyma sikawkę, z której tryska woda, po chwili strumień słabnie i ustaje. Główni bohaterowie stoją obok siebie, pan Kytka wciąż odwrócony w kierunku strażaków. Pan Bamba szarpie go za klapy płaszcza i namawia, żeby spróbowali. Zza rzeki słychać warkot. Strażacy uruchomili pompę, komendant zrywa się i biegnie w kierunku strażaka trzymającego wąż; jazda kamery w lewo, ciśnienie wody jest tak silne, że we dwójkę z trudem utrzymują sikawkę, w tle rozbrzmiewa trąbka. Pan Kytka oddycha z ulgą. Powrót do bohaterów, którzy obserwują zajście. Kytka rzuca do Bamby, że przecież go nie podniesie, na co rozmówca wskazuje, że z kolei on jego tak i dodaje, że jest przy nim jak dziecko – mężczyźni uśmiechają się do siebie, po czym zwracają wzrok ku rzece. Strażacy trzymają tryskający wodą wąż, komendant demonstruje panowanie nad strumieniem. Pan Kytka występuje w ich kierunku, przyznając: „Teraz tak! Ale jak to było z tym pożarem w Drahelicach?” i zanosi się śmiechem. Strażacy ponownie odgrażają się czekanami z drugiego brzegu. Półzbliżenie na podśmiechującego się Kytkę. Pan Kytka zapytuje, czy jego rozmówca chce pan widzieć Złotą Pragę?; zadowolony pan Bamba odpowiada twierdząco, przymykając oczy i wystawiając twarz w kierunku rozmówcy – dłonie pana Kytki chwytają ją i unoszą w górę; rozlega się anielski dźwięk harfy (początek utworu „Alžbětínská serenada” w wykonaniu orkiestry: Taneční orchestr Československého rozhlasu), jazda kamery w górę, rozmyte gałęzie drzew. Nieregularna, wznosząca jazda kamery, zatrzymuje się na gołym niebie.

Słowa kluczowe:

  • BRETON, ANDRE (1896-1966)

  • CMENTARZ

  • DALI, SALVADOR (1904-1989)

  • GRABARZ

  • GRÓB

  • KARAWAN KONNY

  • KONDUKT ŻAŁOBNY

  • KOŃ

  • KROPIDŁO

  • MACHA, KAREL HYNEK (1810-1836)

  • OBRAZ SAKRALNY

  • POETA

  • POGRZEB

  • SKŁAD STRUMIENNY

  • STRAŻ POŻARNA

  • SUREALIZM

  • ZAKŁAD POGRZEBOWY

  • ZINTEL, ZYGMUNT (1911-1990)

  • ZŁOTA PRAGA

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony
x